wtorek, 4 lutego 2014

One More Day ~~ Part I Snowflakes





One More Day ~~ Part I -Snowflakes



Kiedy tylko przypomnę sobie pierwszy raz, gdy cię spotkałem, moje serce biło szybko i nie mogłem powstrzymać uśmiechu, nawet kiedy łzy spływały mi po policzkach.

Każdej zimy będę pamiętać nasze pierwsze spotkanie trzy tygodnie przed Bożym Narodzeniem.

Był mróz, a płatki śniegu tańczyły w białej parze, która wylatywała z moich ust.

Byłem zły, kiedy moja mama przywlokła mnie do swojej pracy. Nie chciałem tam iść, ale błagała mnie i obiecywała, że w zamian dostanę najlepszy prezent na święta wszech czasów.

Naprawdę dostałem najlepszy prezent na Ziemi. Po prostu później zrozumiałem... znaczenie tego prezentu.

Jestem jej wdzięczny. Bez niej nigdy byśmy się nie spotkali. Prawdopodobnie wiedziała przed nami. Myślisz, że czuła, że jesteśmy dla siebie stworzeni?

Teraz płatki śniegu tańczą przed moimi oczami. Moje dłonie są zimne, palce czerwone, ale nie wracam. Zostanę z tobą cały dzień.

Boże Narodzenie. Przyniosłem ci mały prezent. Mam nadzieję, że ci się spodoba.

Chciałbym zobaczyć twój uśmiech, bo naprawdę kocham, gdy się uśmiechasz. To sprawia, że jestem szczęśliwy.


[10 lat temu]


Youngjae dąsał się.

- Mamo, nie chcę iść - marudził - na dworze jest zimno.

- Jego mama pokręciła głową.

- Youngjae, proszę. Błagam cie jeszcze raz, to ważne! Wiesz, że staram się pomóc innym dzieciom w twoim wieku mieć lepsze życie. Daehyun jest kochanym chłopcem, on też potrzebuje przyjaciół. Po prostu jest bardzo nieśmiały, ale sądzę, że potrafisz doskonale poradzić sobie z takimi ludźmi. No i jestem absolutnie pewna, że wy dwaj sobie poradzicie - powiedziała z ciepłym uśmiechem.

Youngjae szamotał się, kiedy jego mama złapała go za ramię.

- Mamo, dlaczego chcesz bym się z nim spotkał? Myślałem, że powiedziałaś, że on niedługo umrze - powiedział, marszcząc się.

Miał dziewięć lat, ale to nie znaczyło, że nie zrozumiałby znaczenia śmierci. Jego mama zatrzymała się.

- Jak możesz tak mówić?! - krzyknęła. Youngjae odskoczył w tył, zaskoczony nagłą złością jego matki - on także zasługuje by żyć. Zasługuje, by cieszyć się życiem, zasługuje, by mieć przyjaciół i być szczęśliwym chociaż raz w życiu!

Chłopiec spuścił głowę, patrząc na swoje stopy. Daehyun, chłopak, z którym chciała spotkać go jego matka, był o rok starszy od niego. Widział wcześniej jego dane, chociaż nie miał na to pozwolenia. To był zwykły przypadek, ale fakty o jego życiu wypaliły ślady w jego mózgu. Później, kiedy był starszy, zastanawiał się, jak można streścić życie osoby do kilku faktów o jego życiu, paru linijek zapisanych w liście.

Nazwisko: Jung Daehyun
Urodzony: 28.06.1993 w Busan, Korea Płd.
Obecnie w: Szpital dziecięcy w Seulu
Pokój nr: 220
Choroba: Zespół Wiskotta-Aldricha


Matka Youngjae pracowała w szpitalu już od siedmiu lat i zawsze kochała tamtejsze dzieci, ale nigdy nie opiekowała się tak dzieckiem, jak Daehyunem. Może dlatego, że nie miał ani jednego przyjaciela i był nieśmiałym, płochliwym dzieckiem, które chowało się w swoim pokoju i nie mówiło.

Daehyun był w szpitalu już szósty rok. Jego rodzice mieli problemy, by uporać się z jego chorobą. Nie mogli znieść myśli o utracie dziecka. Kiedy dowiedzieli się o jego chorobie, kiedy miał trzy lata, powiedziano im, że ich dziecko nie dożyje dziesiątego roku życia. Nie było szansy na lekarstwo.

Jego mama rozumiała ich ból. To musiało być okropne - patrzeć, jak ich własne dziecko umiera. Jednak nieważne, jak bardzo się starała, Daehyun nawet nie chciał z nią rozmawiać. Przynajmniej nie chował się w pościeli, kiedy wchodziła do pokoju i była jedyną osobą, której pozwolił się dotykać.

Mimo wszystko Daehyun potrzebował przyjaciół. Każde dziecko potrzebowało przyjaciela i właśnie dlatego, kobieta zdecydowała zabrać ze sobą syna.

Youngjae był głośnym i przyjaznym typem dziecka, które potrafiło zaprzyjaźnić się z każdym. Miała wrażenie, że jakoś mógłby nawet być zdolny do sprawienia, że Daehyun przemówi. Było jej przykro, że na niego krzyknęła. Youngjae wciąż był dzieckiem, nie miał na myśli tego, co powiedział wcześniej... Ale chciała, by ci dwaj się spotkali.

Weszli do szpitala z czerwonymi twarzami i zimnymi palcami. Zdjęła swój płaszcz i kurtkę syna, i przekazała innym pielęgniarkom. Wszystkie kochały słodkiego Youngjae, od razu go wyściskały. Wyglądał na nieco zdenerwowanego, ale pozwolił im się przytulić i nazwać go „słodziakiem“.

- Czy mogę teraz zobaczyć się z Daehyunem? - zapytał.

- Oczywiście - uśmiechnęła się jego matka. Pielęgniarki wyglądały na zaskoczone.

- On chce spotkać Daehyuna? Wiesz skarbie, nie bądź zawiedziony, ale on nie mówi - powiedziała jedna z nich.

- Wiem... - Youngjae kiwnął głową.

Jego matka zaprowadziła go do pokoju z numerem „220„ na drzwiach. Pielęgniarki zaczęły im się przyglądać, wyglądały na zaciekawione.

Kobieta delikatnie zapukała.

- Daehyunnie? To ja, czy mogę wejść? - powiedziała łagodnie i otworzyła drzwi.

Pokój był mały. Było tam niewielkie łóżko, stolik nocny, małą szafka i drzwi, które prowadziły do łazienki. Zasłony były zasunięte i było całkiem ciemno w pokoju. Blady chłopak siedział na łóżku i spoglądał na ich dwójkę.

- Przyprowadziłam kogoś do ciebie. Chce cie poznać - powiedziała. Daehyun nie zareagował - w porządku, to mój syn. Czy może wejść? - zapytała cierpliwie.

To był tylko delikatny ruch, ale było jasne, że to przytaknięcie. Youngjae także to widział. Aż do teraz nie zrobił nic, ale kiedy tamten, potaknął, zaczął się uśmiechać.

- Cześć, jestem Youngjae - powiedział.

Daehyun przypatrywał się mu i pozostał cicho. Kilka pielęgniarek przyszło i zaczęło oglądać. Nie promiennie, jego usta tylko troszkę się podniosły, ale jego matka kochała ten uśmiech.

To był najbardziej niewinny i najłagodniejszy uśmiech w jej oczach.

Daehyun wciąż na niego patrzył. Matka zastanawiała się, czy chociaż dobrze go widzi, ponieważ było tak ciemno w pokoju.

- Cześć - pielęgniarki otworzyły usta i wymieniły spojrzenia.

- On się odezwał - wyszeptały.

Głos Daehyuna był cichy i drżący, ale ostatecznie przemówił. Wtedy zmarszczył brwi i odwrócił się. Youngjae zamrugał, po czym spojrzał na matkę.

- On nie chce, żeby tu były - powiedział to tak pewnie, jakby sam Daehyun mu to przekazał.

- Co? - jego matka zapytała zmieszana.

- Pielęgniarki. Przeszkadzają mu - odpowiedział.

Daehyun siedział odwrócony do nich plecami i nie reagował, ale nie było już widać napięcia.

Matka Youngjae poprosiła pielęgniarki, by wyszły i zatrzymała się na moment.

- Daehyunnie, czy teraz jest w porządku? Poszły sobie. Teraz jestem tu tylko ja i Youngjae. Odwrócisz się do nas znowu? - szepnęła. Bez reakcji - Chcesz bym też wyszła? - zapytała. Delikatnie pokręcił głową. Dwójka weszła do pokoju i zamknęła za sobą drzwi.

- Pada śnieg na zewnątrz. Lubisz płatki śniegu? Wyglądają ślicznie - powiedział Youngjae. Jego matka uśmiechnęła się do swojego podekscytowanego syna. Daehyun zerknął na niego.

- Ślicznie...? - zapytał, na co Youngjae przytaknął.

- Chcesz je zobaczyć? - zapytał z uśmiechem. Daehyun wahał się, ale skinął głową - w takim razie muszę rozsunąć zasłony. W porządku? - Youngjae zapytał troskliwie, a jego matka bliska była krzyku. Była tak dumna ze swojego syna. Nagle zauważył, że Daehyun musi być traktowany w szczególny sposób. Chłopak znowu potaknął.

Youngjae podszedł do okna i powoli rozsunął zasłony. Niebo było szare, a płatki śniegu tańczyły za oknem. Ulice były zabłocone, ale park błyszczał jasną bielą. Oczy Daehyuna były w połowie przymknięte, przez światło wpadające do jego pokoju.

Chłopiec otworzył okno i wyciągnął ręce na zewnątrz. Pozwolił płatkom śniegu opaść na swoje dłonie, po czym odwrócił się.

- Śnieg stopnieje, kiedy wleci do pokoju. One mogą żyć tylko w zimnych miejscach - powiedział i zawołał go do siebie - musisz podejść do okna - Daehyun przyglądał się Youngjae, ale pozostał cicho. Również nie wstał.

- W porządku - matka Youngjae powiedziała łagodnie. Daehyun został na swoim łóżku. Nie miałą pojęcia, skąd Youngjae znał powód, dla którego Daehyun się nie ruszał. Nagle chłopiec podszedł do łóżka. Wyciągnął swoją dłoń do starszego.

- Chodźmy tam razem - powiedział. Daehyun zamrugał, a Youngjae uśmiechnął się. Mijały sekundy i minuty, ale on cierpliwie czekał.

Młodszy zazwyczaj nie był taki. Normalnie zirytowałby się, jeśli musiałby czekać. Dąsałby się i marudził, ale teraz tylko uśmiechnął się i czekał, dopóki dłoń Daehyuna delikatnie nie dotknęła jego. Youngjae splótł ich palce, pomógł mu wstać i powoli podeszli do okna, jakby robili to już setki razy. Daehyun zadrżał, kiedy znaleźli się przy oknie. Youngjae od razu się zmartwił.

- Zimno - mruknął Daehyun. Youngjae znów się uśmiechnął.

- Oczywiście. Mówiłem ci. Płatki śniegu mogą żyć tylko w mroźną zimę - powiedział.

Nie puszczając jego dłoni, drugą rękę wyciągnął na zewnątrz, złapał kilka płatków śniegu i obserwował jak topnieją w jego ciepłej dłoni. Daehyuna stał blisko Youngjae i przyglądał się jego dłoni ze znikającymi płatkami śniegu.

- Dokąd one idą? - zapytał, na co Youngjae podniósł wzrok - one znikają. Umierają w twoich rękach. Dokąd one idą? - Daehyun spytał. Youngjae potrząsnął głową.

- One nie umierają. One topnieją i zmieniają się w wodę. Były zamarznięte i stopniały, kiedy się ogrzały - wytłumaczył - uczyliśmy się o tym w zeszłym tygodniu w szkole - dodał, spoglądając na swoją zaskoczoną matkę - spróbuj - powiedział do Daehyuna . Chłopak powoli uniósł dłoń i zanim wystawił ją na zewnątrz, zrobił krok do tyłu - to nie jest niebezpieczne - powiedział Youngjae z uśmiechem.
- Ale one stopnieją, kiedy ich dotknę - szepnął.

- Płatki śniegu nie czują bólu. One nie cierpią - powiedział Youngjae. Wyglądało na to, że rozumiał, iż Daehyun zmienił swój własny ból na inne rzeczy.

- W takim razie chcę stać się płatkiem śniegu - wyszeptał i wyciągnął swoją dłoń.

Youngjae zasmucił się. Kilka płatków śniegu wylądowało na dłoni Daehyuna. Przyjrzał się im z bliska, ale one szybko stopniały pod jego ciepłym oddechem.

- Ale płatki śniegu mogą żyć tylko na zewnątrz w mroźnej ziemie - szepnął Youngjae.

- Ja mogę żyć tylko w tym pokoju - dodał Daehyun, na co Youngjae nagle zaczął się trzęść. Daehyun zaskoczony odwrócił się w jego stronę. Łzy spływały po policzkach chłopca. - Dlaczego..? - zapytał Daehyun. Był przerażony myślą, że to jego wina.

- Kochanie, co się stało? - zapytała zmartwiona matka.

Youngjae nie odpowiedział, a Daehyun nie odzywał się do niej, więc zamknęła okno i zaniosła Daehyun z powrotem do łóżka. Chłopcy puścili swoje dłonie. Youngjae przestał płakać, ale był bardzo cicho.

Zanim wyszli, Daehyun otworzył usta.

- Przyjdziesz jutro? - zapytał. Youngjae odwrócił się i ponownie uśmiechnął.

- Tak, obiecuję - powiedział, na co Daehyun przytaknął - miło było cie poznać - dodał Youngjae. Daehyun znów kiwnął głową.

- Jestem Daehyun - powiedział. Youngjae najpierw był zaskoczony, ale po chwili zdał sobie sprawę z tego, że chłopak nie przedstawił się aż do teraz.

- Do zobaczenia wkrótce - uśmiechnął się Youngjae.


***

Matka Youngjae zapukała do drzwi pokoju swojego syna. Była już dziewiąta, ale kobieta miała pewność, że chłopak jeszcze nie śpi.

- Kochanie, wszystko ok? - zapytała łagodnie w ciemnym pokoju. Youngjae leżał na swoim łóżku. Leżał plecami do matki. Koc lekko się trząsł.

- Znowu płaczesz? - wyszeptała, zamykając za sobą drzwi. Usiadła na łóżku, delikatnie gładząc jego ramię.

- Czy on naprawdę nie może opuścić tamtego pokoju? - zapytał, na co matka zamrugała.

- Cóż... on może, ale nie chce tego.

- Powiedział, że umrze, jeśli opuści swój pokój - zaszlochał.

- Co? Kiedy? Nie pamiętam, by tak mówił... - powiedziała zaskoczona.

- Powiedział, że może żyć tylko w swoim pokoju...

Kobieta otworzyła usta, by w końcu i tak je zamknąć. Westchnęła.

- Wiedziałem, że będziesz jedynym, który zrozumie jego sposób myślenia - mruknęła.

- Mam, czy on umrze, kiedy opuści swój pokój? - jego mama potrząsnęła głową.

- Po prostu potrzebuje opieki medycznej i całego sprzętu, wtedy może pójść gdzie zechce. Ale aż do teraz zawsze bał się wyjść z pokoju - wyjaśniła.

- Czy możemy z nim wyjść następnym razem? - zapytał.

- Oczywiście, ale to coś, o co ty musisz go spytać, czy on tego chce - Youngjae spuścił wzrok.

- Spytałem, bo chciałem wiedzieć, jeśli będzie w porządku... jeśli opuści swój pokój - powiedział. Jego głos znowu zadrżał, a jego matka zamrugała - nie chcę, by umarł, gdy opuści swój pokój - łzy spały na jego poduszkę.

- On nie umrze. Pójdę z wami i będę uważać, więc nic się nie stanie - obiecywała jego matka.

- W porządku - uśmiechnął się przez łzy. Kobieta westchnęła i pogładziła jego włosy.

- Teraz śpij i nie płacz już - wyszeptała i pocałowała subtelnie jego czoło. Youngjae uciekał przed pocałunkiem, ale ostatecznie się poddał i pozwolił pocałować. Wyszła i zamknęła drzwi.

Youngjae spoglądał w ciemność i zamknął oczy. Wciąż nie spał i nie przestawał płakać. Widział wystraszoną twarz Daehyuna, bojącego się ranić innych. Bał się, że ktoś mógłby cierpieć tak bardzo jak on.
Serce mu boleśnie uderzało w klatkę piersiową, kiedy myślał o słowach Daehyuna.

Później, kiedy był starszy, był zaskoczony sposobem mówienia Daehyuna. Mówił rzeczy, o których dziewięcioletni chłopak nawet by nie pomyślał. Nigdy nie był zaskoczony, że potrafi zrozumieć każde jego słowo - wypowiedziane czy też nie. Jedno spojrzenie w oczy Daehyuna i wiedział, o czym ten myśli, co czuje. Ból i strach w oczach chłopaka bolał Youngjae. Zawsze był radosnym dzieckiem, ale przez pracę swojej matki, często spotykał się ze śmiercią.

Nierzadko słyszał swoich rodziców, którzy rozmawiali o pracy, o dzieciach, które odeszły. Jedno dziecko, którego nie mogła ocalić od śmierci, drugie, które zmarło w jej ramionach i jeszcze inne, które umierało, lecz nie mogła zrobić nic, bo nie było cienia szansy.

Ojciec Youngjae zawsze powtarzał, że nie powinna zabierać swojej pracy do domu i nie powinna za bardzo przejmować się tymi dziećmi, bo kiedyś po prostu się załamie. Ale ona nigdy nie przestała. Wciąż przejmowała się za bardzo i płakała w nocy swoim pokoju, ponieważ inne dziecko odeszło.

Youngjae zawsze słuchał tego wszystkiego, ale nigdy w pełni nie rozumiał znaczenia sytuacji. Jednak kiedy poznał Daehyuna, wszystko się zmieniło.

I tej nocy płakał, ponieważ bał się, że którejś nocy mama będzie płakała, bo umarł chłopiec imieniem Daehyun.

CDN

One More Day ~~

Annyong ~~ Wybaczcie , że mnie tak długo tu nie było ale wynagrodzę wam to !!Jako iż nie miałam ostatnio weny postanowiłam przetłumaczyć wam pewnego pięknego fanfic. Serdecznie zapraszam do czytania ^^


A oto zapowiedź wieloczęściowego opowiadania o wieloletniej przyjaźni i miłości , którą nie przerwie nawet choroba. :3


                             Tytuł: One More Day

Autor : IchigoKeks
Tłumacz : Kui~~
Paring : Youngjae x Daehyun (B.A.P)
Gatunek :au, romans, angst
Części: 8 + BONUS



     One More Day Trailer :